Najpiękniejszy widok świata

Matka Natura ma łeb na karku! Nie wiem, jak to robi, ale w ekstremalnie gównianych sytuacjach potrafi sprawić, że ze wzruszenia łezka zakręci się w oku.

Godzina 4.00, za oknem mrok. Mała zaczyna płakać. Oho, pielucha do wymiany. Ruchem pełzającym opuszczam legowisko. Nieskoordynowane kończyny poszukują po omacku kapci. Z niemałym wysiłkiem podnoszę się i niczym średniowieczny pokutnik, powłóczę nogami w kierunku łóżeczka małej. Ledwo widzę, ale doskonale słyszę narastający płacz – znak, że jestem blisko.

Rozchylam powieki, ale tylko na tyle, by dostrzec majaczący w mroku kontur dziecka. Po chwili towarzyszy mi w ślimaczej podróży w kierunku przewijaka. Słychać tylko szuranie papuci i dziurawiący bębenki w uszach płacz Hanki.

Mija wieczność, gdy docieramy do przewijaka. Zamknięte oczka, wierzgające nóżki, grymas na pulchnej buźce i donośny płacz. Strzelają zatrzaski w bodziaku. Powietrze wypełnia się zapachem świeżo wyprodukowanej kupy. Od razu się budzę. Mała wciąż płacze z zamkniętymi oczkami. Z precyzją sapera otwieram pieluchę. W środku Armagedon. Wszystko pływa aż po szyję. Zapach paraliżuje nerwy twarzy, dławi krtań, wypycha gałki oczne z orbit.

Hanka nagle otwiera oczka. Nieruchomieje i przestaje płakać. Jej kąciki maleńkich usteczek natychmiastowo rozchylają się, witając tatę szerokim uśmiechem. Cudownie ciepłym, czystym, od ucha do ucha. Uśmiechem, który rozpromienia mrok nocy. A ja z pieluchą pełną płynącej kupy w dłoniach nie mogę od niej oderwać wzorku. Kolana miękną, w oku kręci się łza szczęścia.

Kiedyś zupełnie się zatracę, upuszczę pieluchę i gówno zaleje świat. Ale i tak będzie pięknie.

Matka Polka Upadła

Padnij kobieto na kolanach, złóż ręce do modłów. Padnij i w milczeniu znoś swój trud. Im niżej upadniesz, tym lepszą matką będziesz. Tak mówi tradycja. I bezwarunkowy nakaz całkowitego poświęcenia się macierzyństwu. 


Masz być niewyspana i niedomyta. Przetłuszczone włosy, wory pod oczami i niezrobione paznokcie niech będą Twoim manifestem macierzyństwa. Zaakceptuj to. Niewskazane jest, abyś myślała o własnej urodzie i poczuciu atrakcyjności. To oznaka egoizmu. Wyzbądź się pragnień kupienia sobie sukienki na wesele przyjaciół. Na pewno w szafie masz coś, co da się zaprać w miejscu ubabranych przecierem z jabłka.

Pamiętaj, że dziecko kocha Cię za to, że poświęcasz mu całą siebie. Nie za wydepilowane nogi, cienie na powiekach i tyłek jędrny, jak przed porodem. Nie staraj się dążyć do szczęścia. Ono jest w Twoich ramionach. Nawet podczas nieudolnych prób zjedzenia śniadania. Bądź dobrą matką, wybierz szczęście zamiast przyjmowania pokarmów.

Uśmiechaj się. Jeżeli nie z radości, to z obowiązku. Dziecko doskonale czyta Twoje emocje. Pomyśl, kiedyś wyjdziesz z domu do ludzi. I niech to Cię motywuje, by każdy poranek, po nieprzespanej nocy, witać promiennym uśmiechem.

Nie wierz tym, którzy mówią, że w życiu potrzebna jest równowaga. Szczęśliwa mama to szczęśliwe dziecko? Brednia totalna! Przecież doba ma tylko 24 godziny, nie wciśniesz w nią tyle szczęścia! Nie czytaj zachodnich książek, o tym jak paryżanki dbają o siebie o po porodzie. Jak państwo wspiera je fundując specjalne zajęcia dla kobiet w połogu. Wystrojone fit-pindy to nie jest wzór dla Ciebie.

Zapamiętaj, że Twoje prawo do szczęścia określa tylko jeden paragraf: zadowolone dziecko. I ma Ci wystarczyć. A jeżeli to wciąż za mało, to znaczy że nie jesteś dobrą matką. Alleluja i do przodu. 

Bajka o szczęśliwym dzieciństwie

– Tato, a bajka na dobranoc?
– A mama nie włączyła ci nic z YouTube’a?
– Tato, wymyśl coś, wymyśl…

– Niedawno, niedawno temu, w pewnym powiatowym mieście żył sobie mały chłopiec. Razem ze swoją podwórkową bandą całymi dniami bawił się w „szczęśliwe dzieciństwo”: wdrapywał na najwyższe drzewa w okolicy, kradł marchewki z ogródka sąsiadki, ganiał wokół śmietnika próbując załapać najlepszego w berka. Nie straszne mu był ani brak internetu, ani zła pogoda. Uwielbiał kopać piłę na podwórku całymi dniami, skakać po kałużach, zrywać jabłka z pobliskiego sadu, które przecierał brudną bluzką i zjadał ze smakiem. A musisz wiedzieć, córciu, że już wtedy pestycydy były w użyciu…
– I co się stało? Co?
– I przeżył!
– Łooo, fajnie. Ja też tak mogę?- Ty nie. Bo to niezdrowe. A teraz weź leki na alergię, odłóż okularki do futerału i wyśpij się. Jutro rano mamusia przygotuje nam pyszne  śniadanko bez laktozy i pojedziemy do twojego ulubionego pana doktora od kręgosłupa.

Ta historia jest moim wymysłem, nigdy się nie wydarzyła. Choć mam wrażenie, że jest bardzo bliska wielu rodzicom. Czym prędzej opowiedz maluchowi o swoim dzieciństwie. Karm go ciekawością świata, a nie lekami. 

Święty Mikołaj znów istnieje!

To fantastyczne, jak dzieci zmieniają dorosłych i przypominają im o tym, co w życiu naprawdę ważne. Dzięki swoim bratankom znów jaram się Świętym Mikołajem!

Mam trzydzieści lat plus VAT, więc w bajki o elfach, dobrych wróżkach i politykach z misją nie wierzę. Tym bardziej w Świętego Mikołaja, starego capa z nosem alkoholika, piwnym brzuchem oraz awersją do fryzjera i golibrody, po modnemu: barbera. No i jeszcze ta pedofilska maniera: „usiądź mikołajowi na kolano”. Za takie teksty, od razu waliłbym między oczy. (Hm, może ten wielki czerwony nochal nie od mrozu, ani wódy, lecz od ciosów wkurzonych starych?). No ale gościom w czerwonych uniformach wolno więcej, nawet zachęcać cudze dzieci do bliskości. Bajka o Świętym Mikołaju przejadła mi się już dawno: mikołajki? Walić to!

Jednak kilka lat temu na świat przyszedł Mikołaj, pierworodny mojego brata, później Maksymilian, drugi do kompletu rozrabiaków. Zupełnie nieoczekiwanie i wbrew własnej woli znów zacząłem jarać się nadejściem 6 grudnia! Maluchy pokazały staremu wujkowi, czym jest wyczekiwanie i jakie niesamowite emocje potrafią temu towarzyszyć. Przypomniały, jak małe, niepozorne rzeczy potrafią dawać wielką radość. A ta radość jest tak szczera i wyrażona uśmiechem od ucha do samej dupki. Wszystko w atmosferze jakiegoś niezwykłego sekretu, magii, tajemniczości.

Życie dorosłych jest tego pozbawione. Marzysz o czymś? No to klikasz, kupujesz i następnego dnia kurier dostarcza marzenie pod drzwi. Z załączoną kartką, że masz 14 dni na zwrot marzenia do nadawcy. Zero frajdy. Sprawiasz komuś niespodziankę? W podziękowaniu otrzymujesz wystudiowany uśmiech numer 3. Chcesz wierzyć w magię? A tymczasem robisz 20 kółko po parkingu szukając miejsca postojowego, bo wszyscy kupują tę samą marketingowa bajeczkę, że święta bez prezentów się nie liczą.

Dzięki Mikołajowi i Maksowi 6 i 24 grudnia znów są dla mnie magiczne. Starannie wybieram to, co przyniesie im Święty, żona własnoręcznie pakuje w papier ze Spidermanem (taka tradycja:D). A potem, razem z bratem, realizujemy punkt po punkcie cały misterny plan wywiedzenia dzieciaków w pole. Wujek musi mieć dobrą wymówkę, by jego zniknięcie nie wzbudziło podejrzeń. A Święty Mikołaj doskonały kamuflaż, by nie został zdemaskowany przez dociekliwe berbecie. Przyjemność jaką w tym na nowo odkryłem jest prawie tak wielka, jak radość dzieci z przyjścia starego czerwonego capa z workiem prezentów. No i z pedofilskim tekstem „usiądź mikołajowi na kolano”.