Na towarzyskim marginesie?

Noworodek to wyrok. To ban na towarzyską aktywność oraz klubowe imprezy. To zakaz wjazdu do kin i barów w całej Polsce. To katar, którym nie chcą zarazić się znajomi. Oj tam, oj tam…

Przez wiele lat doskonaliliśmy technikę spędzania wolnego czasu wśród ludźmi. Ćwiczyliśmy barowe spotkania z mojito, nocne posiadówy nad Wisłą, imprezy z parkietowym potupańcem, weekendowe wypady za miasto. By nie pogubić się w tym wszystkim, moja perfekcyjnie-zorganizowana-żona [PZŻ] prowadziła szczegółowy kalendarz wyjść [do ludzi] i przyjść [do nas]. Aż do pewnego dnia.

Nagle wielu znajomych wprowadziło embargo na kontakt z nami. Ograniczyli aktywność do lajkowania zdjęć i pisania, jaka słodka jest nasza mała. W chwilach słabości próbowali wmówić sobie/nam, że nie odzywają się, bo na pewno nie mamy sił, czasu, ochoty na spotkanie. Tia…

Sylwestra spędziliśmy na dwóch imprezach. I to całą rodziną – my, Hanka i pies. Było krótko acz treściwie: zaczęliśmy wcześniej niż zazwyczaj, mała zaliczyła drzemkę a my bezalkoholowo przywitaliśmy Nowy Rok, po czym o przyzwoitej porze zjechaliśmy na bazę. Do dziś wspominamy zaskoczenie na twarzach niektórych imprezowiczów: wchodzą do pełnego ludzi, jadła i napitków salonu, a tu dwumiesięczne niemowlę w ramionach długonogiej piękności w mini i biegający dookoła pies z LEDowo-sylwestrową obrożą.

Bez okazji też da radę: babski wieczór? Nie ma sprawy! Mała nakarmiona, przewinięta, uśmiechnięta – mamusia może lecieć w świat. Trzy lub cztery godziny często wystarczą, by spotkać się z koleżankami, wymienić ważnymi informacjami na temat związków w fazie rozwoju i/lub kryzysu, ploteczkami z szołbizu i opędzlować zad jakiejś nielubianej krowie. Jeżeli sytuacja wymaga dłuższego przebywania poza domem, w porze karmienia pakuję małą do auta i jedziemy do mamusinego cyca. Przecież od czasu do czasu może Góra przyjść do Mahometa, co nie?

Kiedy chcemy wyskoczyć gdzieś tylko we dwoje – dajmy na to na romantyczny shopping, koncert czy do kina – o pomoc prosimy znajomych. Tych życzliwych i kochanych, którzy nie mają dyplomu z obsługi niemowlaka, ale dobre chęci. Bo dobre chęci to wszystko, czego potrzebujemy. Rolą takich cioć i wujków jest niemal wyłącznie siedzenie przed telewizorem w salonie i zajadanie się zostawionym przez nas w podzięce ciastem. Bo wykąpana wcześniej i nakarmiona Hanka odlatuje wieczorem w kilka chwil i śpi przez wiele godzin w pokoiku.

Na przekór światu nie zamykamy się w czterech ścianach. Choć wielu ludzi usilnie próbuje nas upchać w Rodzinnym Escape Roomie – pokoju bez klamek, z którego nie ma ucieczki do czasu, gdy Hanka osiągnie pełnoletność. Bez sensu. Nasza cudowna córa daje nam możliwość bywania z ludźmi i wśród ludzi. Wcale nie rzadziej, tyle że trochę krócej. Dziecko nie wyrzuca na margines towarzyski, a uczy trochę innej [lepszej?] organizacji życia. Także towarzyskiego.

Jest połowa marca, a w kajeciku mojej PZŻ już niewiele zostało wolnych terminów na kwiecień.

Cudowne życie #instamatek

Twierdzenie, że bycie mamą to praca na pełen etat nie uwzględniało Instagrama. Tam wiele #instamam haruje w pocie czoła, wyrabiając kolejne godziny nadliczbowe. A ja je szczerze podziwiam! I nieustannie zachodzę w głowę, jak one to robią…

Jak one to robią, że zasłonka w pokoju malucha, bukiet kwiatów, body dziecka, jego ręcznie szyta maskotka i paznokcie u ich stóp mamy mają ten sam kolor.

Jak one to robią, że zamiast dresu zaplutego jakąś kaszkowatą breją, w domu krzątają się w zwiewnych sukienkach koktajlowych i kobiecych szpilkach.

Jak one to robią, że mimo nieprzespanych nocy, całodobowej opieki, kolek, ząbkowania, ich fryzury są nienaganne, uśmiech szeroki, a cera jak u nastolatki.

Jak one to robią, że ich dzieci nieustannie śpią w ciągu dnia. Wtulone w kilkanaście markowych produktów wyglądają jak aniołki.

Jak one to robią, że mają czas tworzyć na śnieżnobiałym prześcieradle drobiazgowo dopracowane kompozycje złożone z własnych nóg oraz kosmetyków nadesłanych przez sponsorów.

Jak one to robią, że każde ich zdjęcie doskonale opowiada historię i nie wymaga opisu. Dzięki temu mają jeszcze więcej przestrzeni na hashtagi.

Jak one to robią, że między wiszącymi na ścianach angielskimi sentencjami o miłości i rodzinie, nie ma dziecięcych bazgrołów wykonanych kredkami. Zawsze i wszędzie panuje porządek, a na podłodze z olejowanych desek nie ma zabawkowego burdelu.

Jak one to robią, że każdego dnia na spacerze śledzi je profesjonalny paparazzi, który uchwyci najpiękniejsze momenty mamy i maleństwa w bardzo naturalnych, niepozowanych sytuacjach.

Jak one to robią, że będąc tak aktywnymi mamami, wciąż mają czas i energię by współpracować z markami, o co zabiegają z niezwykłym zaangażowaniem.

Jak one to robią, że u nich zawsze świeci słońce.

Chętnie pokazałbym kilka profili instamatek i rzucił wyzwanie mojej żonie, ale w rewanżu ona rzuciłaby mi zapewne soczystą wiązankę. Tak więc pozostaje mi obserwować u innych to wielkie szczęście z dodatkiem filtrów. I mocno im kibicować. Naprawdę podziwiam zaangażowanie, z jakim dzielą się w wirtualnym świecie swoim życiem. Prawdziwym życiem.

Ciężarna szaleje w internecie!

Moja mama spędziła ciążę na kanapie. Moja żona w internecie. W ciągu kilku miesięcy zmieniła siebie i nasz dom.

Podobno do niedawna na świecie żyły cztery kobiety, które nigdy nie zrobiły zakupów w sieci. Jedną z nich była moja małżowina. Wolała to co realne i namacalne, co od razu widać jak leży. Jednak rosnący brzuszek zaczął uniemożliwiać zakupowej lisicy błyskawiczne przemieszczanie się między kolejnymi butikami, spędzanie kwadransów w przymierzalni i dźwigania toreb z trofeami. A każdego dnia pojawiały się nowe, nieznane wyzwania. Pierwsze: stanik ciążowy. Gdzie to do cholery dostać? Z pomocą przyszedł sklep internetowy.

Pierwszy stanik ciążowy o rozmiarach wigwamu stał się przełomem. Zakupy w internecie są fajne! Wkrótce w domu pojawiło się więcej staników, które ułożone obok siebie, wyglądały jak pole namiotowe podczas Przystanku Woodstock. Nie wiem kiedy rozpętało się prawdziwe zakupowe szaleństwo. Między codziennymi długimi spacerami, gotowaniem dietetycznych posiłków [uzupełnianych zachciankami], treningami i fitnessem dla mam, niezliczonymi spotkaniami towarzyskimi, hurtowym pochłanianiem książek oraz poradników, zawsze znajdowała czas na myszkowanie w sieci. W pewnym momencie wizyty kurierskie były tak częste, że nie dało się zamknąć drzwi. A niektórzy bywali tak często, że z powodzeniem mogliby prosić o meldunek pod naszym adresem.

Gdy już wszystko, co dotyczyło mody, zdrowia i uroda dla mamy oraz dziecka zostało dostarczone, żona weszła na kolejny poziom – odkryła OLX!

Wiesz, czym jest syndrom wicia gniazda? To niepohamowana potrzeba remontowania, sprzątania, meblowania, ogólnie zmian w przestrzeni wokół ciężarnej. To naprawdę działa. Wychodząc do pracy zauważyłem, że nie ma biurka i fotela, na którym pracowałem dzień wcześniej. Po powrocie z pracy stało nowe. Sukces pierwszej transakcji zachęcił ją to pozbycia się potężnego regału, komody, narożnika, stołu z jadalni, kilku krzeseł, stolika kawowego z salonu i paru innych rzeczy. Oczywiście kreatywność ciężarnej nie znosi próżni, tak więc na każdym miejscu po starym meblu stanął nowy, oczywiście z internetu. I wcale nie miała zamiaru przestać – niczym weterynarz dokonujący inwentaryzacji chorej trzody, wciąż chodziła po pokojach szukając mebli, które można wybić!

Dwa tygodnie przed porodem zauważyła, że nad drzwiami do pokoju Hani tynk odchodzi od ściany. Warto byłoby poprawić ten niewielki kawałeczek – stwierdziła, a ja nauczony doświadczeniem zignorowałem uwagę. Więc zamówiła co trzeba, po czym wdrapała się na taboret ze szpachlą w dłoni i zamiarem rozprawienia się z defektem ściany. Zrobiłaby to, gdyby nie zadyszka i moje niespodziewane pojawienie się. Naprawiłem więc ścianę nad framugą i pomalowałem do winkla. A skoro byłem już odpowiednio ubrany i trzymałem w rękach wałek… Tak, pomalowałem jeszcze pół mieszkania.

Na szczęście wkrótce potem urodziła się Hania i nasze życie wróciło do normy.


Drogi Kolego,

Pamiętaj, internet w rękach ciężarnej jest potężnym narzędziem do siania chaosu w Twoim życiu codziennym. Jeżeli możesz, czym prędzej zawieś umowę z dostawcą na czas ciąży. Albo spróbuj jakoś spowolnić łącze, zablokować strony sklepów internetowych, w ostateczności zepsuj jej telefon. Powodzenia!