Sztuka pierwszego kontaktu

Na renomę hotelu przyjaznego rodzinie wpływa nie tylko ilość metrów kwadratowych przestrzeni do zabaw, ale przede wszystkim obsługa. A ta zaczyna się już na poziomie kontaktu mailowego. Dwa 4* obiekty i dwa różne sposoby zachęcania do odwiedzin.

Od dłuższego czasu chodzi mi po głowie pomysł na rodzinny wypad na weekend do miłego hoteliku z basenem i SPA. Gdy na blogu Podziaranego Taty pojawił się wpis o zabawie noworodka w basenie, myśl zaczęła wiercić się jeszcze szybciej. Postanowiłem napisać do kilku dobrych hoteli przyjaznych rodzinom z pytaniem o dziecko oraz psa:

Zrzut ekranu 2018-03-02 o 09.40.45
Wśród odpowiedzi wielogwiazdkowych hoteli, uwagę zwróciły dwie wiadomości. Obie wyróżniały się podejściem do Klienta, obie w różny sposób.

Hotel na Mazurach

Zrzut ekranu 2018-03-02 o 09.40.54

Hotel w Beskidzie Sądeckim

Zrzut ekranu 2018-03-02 o 09.41.06

Góry czy jeziora?

Hotel na Mazurach zrozumiał, że chcę spędzić rodzinny pobyt z dzieckiem. I z własnej nieprzymuszonej woli dorzucił garść detali, które dla każdego rodzica są piekielnie istotne [łóżeczko, wanienka, itd.]. Hotel w Beskidzie szybko rozprawił się z moją córką.

Dla beskidzkiego obiektu znacznie ważniejsze są zwierzęta. I ich posłuszni właściciele. Poczułem się nieco postraszony wymogami oraz konsekwencjami, które mnie czekają. Bo przecież jeszcze nie wybrałem terminu pobytu, a już wiem, że nielegalnie przemycę psa do pokoju i będę próbował usadzić go przy stole w hotelowej restauracji.

Różnice w podejściu do gości czuć już na poziomie języka: ciepłego i serdecznego tonu na Mazurach oraz nieco urzędowego i zimnego w Beskidzie. Nad jeziorami są „zwierzaki”, w górach „zwierzęta”. O cenniku 50 zł vs 109 zł nawet nie wspomnę.

Wybierając dla swojej rodziny miejsce z klasą i za kasę [niemałą], człowiek oczekuje przede wszystkim poczucia zaopiekowania. Chciałbym, aby moja rodzina była Gościem, nie Klientem. Chcę pojechać tam, gdzie będę naprawdę szczęśliwy. A moje szczęście to roześmiane dziecko, wybiegany pies i ciepły uśmiech osób, które spotkam w hotelowych korytarzach. Już na poziomie korespondencji mailowej można wyczuć, gdzie będzie nam lepiej.

Nazw hoteli nie podaję. Bo i po co.

Spokojnie, posprzątam ten burdel!

selfie-monkey-self-portrait-macaca-nigra-50582Wśród wielu znajomych uchodzimy za dziwadła, wśród pozostałych za ludzi z bardzo archaicznym podejściem do czystości w domu. Tylko dlatego, że nie zatrudniamy pani do sprzątania. 

Znajomy zatrudniał dwie panie – jedną do sprzątania, drugą do zadań specjalnych- pranie, prasowanie, napełnianie lodówki świeżymi produktami. Znajomy i jego żona to bardzo zapracowani ludzie:  on spędza etatowe 8 godzin dziennie w ekskluzywnych salonach samochodowych, ona na Facebooku. Nie mają wiele czasu na pucowanie podłóg na kolanach.

Kumpel z pracy, wciąż pielęgnujący studenckie przyzwyczajenia, też korzysta z pomocy. Szczyci się domowym klimatem, wypracowanym w trudzie i znoju przez emerytowaną panią. „Na początku było dziwnie, gdy obca kobieta chodziła po mieszkaniu”– wspominał. A teraz? „Teraz ja sobie elegancko leżę w szlafroczku przed telewizorem, a pani Edzia ogarnia mieszkanie. Wspaniała kobieta!”.

Ku mojemu zaskoczeniu, z usług sprzątaczek korzystają także osoby w mniejszych miastach. I niekoniecznie dlatego, że same nie mogą pewnych czynności wykonać. To raczej kwestia prestiżu. Nobliwa doktorzyca zatrudnia cały szwadron najemników. Jedna pani gotuje, inna opiekuje się córką, kolejna sprząta. Do tego raz w tygodniu odwiedza ją pani od prania i prasowania, a także pan, który opiekuje się ogródkiem, kosi trawnik, podlewa kwiaty. Pani doktor prowadzi prywatną praktykę, bo z plebsem w szpitalach nie będzie się zadawać. W swoim środowisku z dumą opowiada, że dzięki niej tak wiele osób w mieście mają pracę. A przy okazji, jacy to niewdzięczni i leniwi ludzie.

Niezwykle kulturalna, elegancka para na wysokich stanowiskach i z wielkimi perspektywami na przyszłość. Właśnie odebrali mieszkanie i postanowili urządzić przyjęcie. Pani domu z dumą opowiadała o spełnieniu swojego największego marzenia – własnym mieszkaniu, w które włożyła tyle pracy, tyle duszy, tyle serca.

Fajne zaaranżowane pomieszczenie gospodarcze.

„Super, prawda? Powstało z myślą o wygodzie naszej pani sprzątającej”.

Skąd pomysł na kominek w tym miejscu?

„A nie wiem, bo wszystko zrobił architekt, ja przez cały remont byłam na kontrakcie”.

Jak robisz te boskie przystawki?

„A to trzeba zapytać pani która, czasem u nas gotuje lub pichci coś, żeby domowo było”.

W bogato zdobionej ramie na śnieżnobiałej ścianie pałacu wisi obrazek z napisem

„Home, sweet home”. Taaaa…

Mam dwie ręce, razem z żoną mamy cztery, a nasze mieszkanie jest wzorem czystości. Przez wiele lat raz w tygodniu otwieraliśmy butelkę Sauvignon Blanc, puszczaliśmy jazz i sprzątaliśmy. Czysta podłoga i atmosfera w związku to ważna sprawa. Teraz, gdy jest z nami Hania, więcej wina zostaje dla mnie.