Ojcowskie wyzwania

Zmiana pieluchy, pielęgnacja, masaż, kąpiel czy śpiewanie kołysanek to mały pikuś. Prawdziwa lekcja ojcowskiego życia dopiero przede mną.

Wiem, że będę mistrzem warkocza dobieranego.

Dziś mam problem, żeby na prośbę żony paluchem przydusić na pilocie właściwy przycisk, ten z ulubionym serialem. Już niebawem będę musiał wykazać się zdolnościami manualnymi na poziomie koronczarek z Koniakowa. Będę doktorem Lubiczem z Klanu, który z chirurgiczną precyzją zaplata warkocze dobierane, wianki z polnych kwiatów i doskonale się przy tym bawi.

Wiem, że wymyślę serial o Kopciuszku.

Jeżeli moja córa będzie choć odrobinę podobna do mnie, usypianie kilkulatki będzie prawdziwym wyzwaniem. Nie zadowoli jej ciągłe opowiadanie dobrze znanej bajki. W ramach struktury Kopciuszka będę musiał wprowadzać nowych bohaterów, rozwijać wątki poboczne, żonglować dramaturgią i kreować coraz to nowe zakończenia. „A gdy wybiła północ, Kopciuszek wybiegł z sali balowej, gubiąc na schodach szklane oko„.

Wiem, że będę chłostał.

Siebie i tylko siebie. Za wszystkie niecenzuralne słowa wypowiedziane podczas prowadzenia auta. Małe uszko z pewnością wychwyci radosną ekspresję tatusia. Za każdą „tępą dzidę” [i mocniejsze określenia] będę klęczał na grochu i chłostał się witkami wierzbowymi po pośladkach. I to do czasu aż moja polszczyzna osiągnie odpowiedni poziom.

Wiem, że będę radośnie popiskiwał.

Nawijał falsetem, niczym małoletni ministrant podczas niedzielnego czytania listu do Koryntian. Najpierw w moje ręce trafi plastikowa lala, a potem komenda: „Bawmy się, tato”. Mała poinstruuje mnie, kim jestem, co robię i jak mam mówić, a potem – zgodnie z założonym przez córkę scenariuszem – będę piszczał wymachując plastikowym Kenem całymi miesiącami.

W nieskończoność mogę mnożyć nowe umiejętności, zawstydzające sytuacje i obowiązki względem dorastającej córy. Cokolwiek się wydarzy, wiem, że będzie wesoło, dziwnie, czasem krępująco. I mogę się tego doczekać!

Zaprogramuj przyszłość dziecka już dziś

Oto Hanka, przyszła Noblistka w dziedzinie chemii, zdobywczyni Korony Ziemi i nagrody Grammy w kategorii odkrycie roku, gwiazda MasterChefa i v-ce Miss Świata 2040. Za jej wszystkimi sukcesami stoją kochający rodzice!

Plan, jak to osiągnąć jest zaskakująco prosty: dwa warianty, jeden cel.

Wariant A

  1. Zaciągamy kredyt we frankach szwajcarskich
  2. Hanka kończy roczek i wyjeżdża do żłobka z internatem w Szwajcarii
  3. Negocjujemy z bankiem odroczenie terminu spłaty kredytu
  4. Dorosła, wykształcona, bogata Hanka wraca do Polski i spłaca kredyt rodziców


Wariant B

  1. Hanka kończy roczek i nie wyjeżdża do żłobka w Szwajcarii
  2. Opracowujemy harmonogram tygodnia
  3. Poniedziałek: balet [bo jest piękny]
  4. Wtorek: angielski [bo to standard]
  5. Środa: łyżwiarstwo figurowe [bo mamusia jeździła]
  6. Czwartek: fortepian [bo tatuś grał]
  7. Piątek: mandaryński [bo angielski to za mało]
  8. Sobota: własne zainteresowania, do wyboru: malarstwo / programowanie / taniec współczesny
  9. Niedziela: Msza Święta, rosół na kurze, czas wolny

Cel: szczęście dziecka i duma rodziców!

[Kurtyna]



Podsumowanie:

Jeżeli doczytałaś/-eś ten tekst do końca:
… i nie wzbudził żadnych emocji – nie jest z Tobą dobrze
… i popierasz dowolny wariant – zgłoś się do lekarza
… i chcesz to zrealizować – pacnij się w głowę! Porządnie. Jeszcze raz. Wal aż zmądrzejesz. Mocniej. Zrób krzywdę sobie, nie dziecku.

Zaufanie córki to rzecz święta!

Kiedyś moja córa przyprowadzi do domu kolegę, a ja będę dla niego miły.
Kiedyś przedstawi oficjalnie swojego chłopaka, a ja będę dla niego miły.
Kiedyś zaprosi go na rodzinny obiad, a ja będę dla niego miły.
Kiedyś przyjedzie po nią na motocyklu, a ja będę dla niego miły.
Kiedyś zmieni tego na innego, a potem kolejnego. A ja nadal będę miły.

Nawet jeżeli będzie niewydarzony, rozkojarzony, zesrany w gacie, ja wciąż będę dla niego miły. Dlaczego? Bo zdobycie i utrzymanie zaufania córki to rzecz święta! Kochający ojciec musi dołożyć wszelkich starań, aby dziecko czuło, że tatuś jest wyrozumiały i akceptuje młodzieńcze wybory swojej córki. Zamiast obściskiwać się w szkolnej szatni, ściemniać starym, że idzie do koleżanki uczyć się do klasówki z religii lub chować z telefonem w łazience, niech zaprosi chłopaka do domu. Matka rosół zrobi i mielone na drugie.

Kiedyś moja mała córeczka wyrośnie z pieluch i zacznie poznawać świat. Świat pełen małych, cwanych odszczepieńców, którym tylko jedno w głowie. A ja będę dla nich miły.

A przynajmniej postaram się ;).