Ile kosztowały nas ciąża i poród?

Zgodnie z warszawskim trendem należy obsypać deszczem złotych monet lekarza prowadzącego ciążę, szpital, położną. Opłacić ludzi i wykupić dodatkowe usługi, aby poród był czystą przyjemnością. 

Wpis jest uzupełnieniem tekstu: Ile kosztuje ciąża i poród w Warszawie?

Lekarz

Naszą ciążę prowadził lekarz pełniący „posługę” w ustawowych godzinach pracy. Młody, sympatyczny gość z nowoczesnym podejściem do tematu. Nie zaklinał deszczu, nie odprawiał modlitw, nie faszerował żony górą witamin. Zalecił przewidziane w karcie ciąży badania, dużo odpoczynku i jeszcze więcej uśmiechu.

Dla żony było to cudowne 9 miesięcy. Uśmiechnięta od ucha do ucha spacerowała całymi dniami z psem po parkach, bujała się na hamakach czytając książki lub plażowała nad Wisłą w towarzystwie dietetycznych przekąsek. Żaden szarlatan w kitlu nie próbował zakłócić jej szczęścia. A to przepięknie rosło proporcjonalnie do brzucha. Rachunek za ciążę: 0 złotych.

Szpital

Cud narodzin dokonał się w publicznym szpitalu. Choć wyglądał jak prywatna klinika ze wszelkimi udogodnieniami. Ładna, przestronna sala porodowa z prysznicem i wanną. Piłki, drabinki i inszy sprzęt do relaksu. Znalazło się też miejsce z fotelem i stolikiem kawowym dla zestresowanego tatuśka. Sale na oddziale poporodowym były zadbane i przyjemne; 2-osobowe z toaletami. Warunki na piątkę z wielkim plusem.

Oczekując na pełne rozwarcie dreptaliśmy po sali, opowiadałem dowcipy, czytałem jakieś babskie pisemka. Żona poskakała na gumowej piłce, a potem zainstalowałem ją w wannie serwując relaksującą kąpiel. Po 4. godzinach od wejścia na oddział Hanka była już z nami. I nie opuściła przez cały pobyt w szpitalu. Gdy późnym wieczorem wychodziłem, mała spała wtulona w żonę. Gdy przychodziłem rano, dziewczyny poznawały się i bawiły. Niczego im nie brakowało. Rachunek za szpital: 0 złotych

Opieka

Konkretna. Miła, troskliwa i konkretna. Na porodówce pełne zrozumienie dla sytuacji rodzącej, duża empatia, odrobina humoru, ale i konkretne działania. Kiedy rodzimy to rodzimy – widać maleństwo, więc nie ma przebacz. Na oddziale poporodowym podobnie – zdrowy balans między opieką nad mamą, a nauką samodzielności.

Nasz poród nie należał do najłatwiejszych [o tym w innym wpisie], ale dzięki położnym stał się doświadczeniem, które oboje wspaniale wspominamy. Pani Asia potrafiła zrelaksować żonę i rozbawić, a gdy zaczęło się – była konkretna i naprawdę profesjonalna. W każdej sytuacji cudownie energiczna i tak bliska, jak ulubiona ciocia. W ojcowskim szaleństwie, poleciałem nawet do przełożonej zapytać, czy można po ciężkim porodzie dokupić extra kameralną salę. Konkretna szefowa położnych spojrzała na mnie z politowaniem: „niech pan trzyma pieniądze na pieluchy, a nie na głupoty wydaje! Tu będzie miała najlepszą opiekę, a nie w płatnym skrzydle szpitala”. Rachunek za opiekę: 0 złotych.