„Rodzinne” spotkania: atomówki

Życie uwielbia zaskakiwać młodych rodziców. Spotkanie z grupą meneli [cz.1] czy ostra awantura w autobusie [cz.2] mogą okazać się ciekawym, a nawet miłym doświadczeniem.

Matki Polki walczące. Upalny dzień, zatłoczony autobus miejski – scenariusz zapewne dobrze znany niejednej pani. Tłum, że szpilki nie wciśniesz, a tym bardziej kobiety w zaawansowanej ciąży. Żonie jednak się udało. Autobus ruszał i hamował, a małżowina trzymając się kurczowo rurki, bujała się niczym młody orangutan nad głową wygodnie siedzącego mężczyzny w średnim wieku.

Nagle jedna z kobiet zaproponowała odstąpienie miejsca. Sekundę później zrobiła to samo druga. Obie panie, niczym ewangelizujący świadkowie Jehowy, zaczęły przeciągać żonę na swoją stronę. Niewykluczone, że za chwilę doszłoby do regularnej potyczki słownej, gdyby nie wspomniany wygodnicki jegomość, który niewzruszony przyglądał się zdarzeniu.

Kobiety widząc wała rozsmarowanego na siedzeniu i wiszącą nad nim brzuchatkę, postanowiły przywołać samca do porządku.

– Ciąża to nie choroba – palnął na swoje nieszczęście dureń.

Kod odpalenia rakiet atomowych został wprowadzony poprawnie. Stało się! Kobiety skumulowały całą swoją energię, po czym wystrzeliły w stronę wygodnickiego głowice ze śmiercionośnym ładunkiem. Łącząc siły przeprowadziły niespotykany na skalę światową nalot dywanowy na naburmuszonego durnia. Tylko pióra fruwały [i parę nieprzyjemnych wiązanek].

Jeżeli w jednym z warszawskich autobusów zobaczycie w miejscu fotela wypaloną podłogę, to wiedzcie, że kiedyś siedział tam wygodnicki dureń, który nie ustąpił miejsca ciężarnej kobiecie.