„Rodzinne” spotkania: menele

Życie uwielbia zaskakiwać młodych rodziców. Spotkanie z grupą meneli [cz.1] czy ostra awantura w autobusie [cz.2] mogą okazać się ciekawym, a nawet miłym doświadczeniem.

Kodeks honorowy menela. Kilka dni temu wybraliśmy się na targ do Hali Gwardii. Tętniące życiem i pysznymi smakami miejsce, przed którym za cholerę nie da się zaparkować wieczorem. Po kwadransie udało się znaleźć wąskie miejsce przed drzwiami monopolowego. Wejścia do sklepu strzegła garstka lokalnych czerwononosych, tych którzy za 2 złote z radością popilnują auta. Wypakowałem i rozkładałem wózek, gdy jeden z nich ruszył nas powitać.

– Benek, wracaj! Zostaw państwa! – zawołał ktoś z ekipy

Półgłuchy Benek kuśtykał w naszym kierunku mamrocząc klasyczne „kierowniku, czy nie poratowałbyś…”. W tym momencie rozległo się chóralne:

– Benek, kurwa, wracaj! Wpierdol dostaniesz, jak zaczepisz państwa!

Gdy Benek porzucił zamiar wydębienia paru złociszy na jakiś tani mózgotrzep, lider grupy z oddali [co ważne] zwrócił się do nas głosem bardzo, bardzo starego rockmana:

– Przepraszamy, ale mamy zasadę. Nigdy nie podchodzimy do rodzin z małym dzieckiem. Nigdy.

Szacunek [dla] ludzi ulicy!