Bitwa na prezenty

Co można kupić kobiecie, która ma wszystko? Trzy szafy ubrań podkreślających klasę, wiadra kremów konserwujących młodość i fajnego faceta. Wkrótce okrągłe 32. urodziny żony. Chcę ją (znów) zaskoczyć… 

Runda 1. Mąż sprawdza przeciwnika
Moja żona jest bardzo praktyczna, więc bibeloty odpadają. No i ceni nawet te symboliczne gesty. Tak więc kilka lat temu zafundowałem jej odkurzacz. Spełniał wszystkie wymogi – przedmiot użytkowy w symbolicznej cenie. Był naprawdę tani, ale ciągnął jak szalony. Choć początkowo sprawiała wrażenie niezbyt szczęśliwej, to chyba prezent bardzo jej się podobał. W końcu pokazuje się z nim dwa razy w tygodniu. Dla odmiany koszulki z prześmiewczym napisem walentynkowym nigdy nie wyjęła z szafki.

 Runda 2. Żona kontratakuje
Zemściła się kilka miesięcy później, gdy na imieniny zafundowała mi konsolę. „Każdy 30-paro-letni facet musi mieć dedykowane urządzenie do grania” – usłyszała od kolegów w pracy. Kupiła mi bezprzewodowego pada do xBox’a. A gdzie reszta? Gdzie konsola? „Ojej, a myślałam, że to samo działa. Zdziwiłam się, że tanie było. Myślałam, że promocja”. Ta, jasne, cwana baba.

Runda 3. Mąż i żona, wymiana ciosów
W ubiegłym roku dałem jej voucher na kurs jogi. Dziesięć wyciszających seansów, które otworzą jej czakrę, zamkną usta i nauczą kilku nowych pozycji, które można wykorzystać w szczytnym celu (wiadomo;D). Trzy miesiące przerzucała bon z miejsca na miejsce, po czym teatralnie oświadczyła „ojej, zgubił się”. Zrewanżowała się zabraniem mnie na tor wyścigowy, gdzie miały czekać superszybkie auta do zakatowania na śmierć. Trzy godziny stania w korkach na wylotówce, by dowiedzieć się na miejscu, że najlepsze kąski są w serwisie tego dnia. Przypadek? Nie sądzę!

Runda 4. Mąż uderza nieprzepisowo, sędziowie nie widzą  przewinienia
Kocha podróże, więc w jej imieniny otworzyłem szampana pod Wieżą Eiffela. W Górach Świętokrzyskich jest wspaniały park miniatur. W jednym miejscu cały świat. Na wyciagnięcie ręki i – co najważniejsze – bezpiecznie. Strach jechać do Egiptu, a tu piramidy jak malowane. Cudze chwalicie, swego nie znacie. Tylko 200km od Warszawy. Była zaskoczona, więc uznałem, że niespodzianka się udała. Na instagramie i fejsie nikt nie zauważył różnicy, wystarczyło odpowiednio kadrować i zachować perspektywę. Lajków była masa!

Runda 5. Już za chwilę…
Jej okrągłe 32. urodziny chciałbym uczcić wielką, huczną imprezą w klubie. Korzystając z profili społecznościowych zrobiłem listę uczestników. Teraz ją weryfikuję. Wykreśliłem darmozjadów, którym zależy tylko na wyżerce i alkoholu. Poleciały też pasożyty odzywające się, gdy mają biznes. Odstrzeliłem hardkorowych imprezowiczów, bo muszę inwestować w pieluchy, a nie płacić za szkody wyrządzone przez rozpędzone stado mustangów (żeby nie napisać bydło:D). W konsekwencji wywaliłem z listy nudziarzy, po co tacy na imprezie. Dzieciaci niby ok, ale wpadną na godzinkę (tyle czasu teściowe zaopiekują się potomstwem).  Żal miejsca na nich. Koleżanki to osobna kategoria. Te, które ja chciałbym zaprosić, ona skreśliłaby od razu – albo puszczają się z wybranymi za pieniądze, albo ze wszystkimi dla sportu. Zbyt duże ryzyko ;).

Na mojej liście gości jest obecnie królewska para – żona i ja oraz dużo wolnej przestrzeni. Myślę jednak, że ucieszy się z hucznej imprezy- niespodzianki. Będą na niej ci, którzy naprawdę na to zasługują. Runda nr 5 dla mnie!