Bajka o szczęśliwym dzieciństwie

– Tato, a bajka na dobranoc?
– A mama nie włączyła ci nic z YouTube’a?
– Tato, wymyśl coś, wymyśl…

– Niedawno, niedawno temu, w pewnym powiatowym mieście żył sobie mały chłopiec. Razem ze swoją podwórkową bandą całymi dniami bawił się w „szczęśliwe dzieciństwo”: wdrapywał na najwyższe drzewa w okolicy, kradł marchewki z ogródka sąsiadki, ganiał wokół śmietnika próbując załapać najlepszego w berka. Nie straszne mu był ani brak internetu, ani zła pogoda. Uwielbiał kopać piłę na podwórku całymi dniami, skakać po kałużach, zrywać jabłka z pobliskiego sadu, które przecierał brudną bluzką i zjadał ze smakiem. A musisz wiedzieć, córciu, że już wtedy pestycydy były w użyciu…
– I co się stało? Co?
– I przeżył!
– Łooo, fajnie. Ja też tak mogę?- Ty nie. Bo to niezdrowe. A teraz weź leki na alergię, odłóż okularki do futerału i wyśpij się. Jutro rano mamusia przygotuje nam pyszne  śniadanko bez laktozy i pojedziemy do twojego ulubionego pana doktora od kręgosłupa.

Ta historia jest moim wymysłem, nigdy się nie wydarzyła. Choć mam wrażenie, że jest bardzo bliska wielu rodzicom. Czym prędzej opowiedz maluchowi o swoim dzieciństwie. Karm go ciekawością świata, a nie lekami.