Święty Mikołaj znów istnieje!

To fantastyczne, jak dzieci zmieniają dorosłych i przypominają im o tym, co w życiu naprawdę ważne. Dzięki swoim bratankom znów jaram się Świętym Mikołajem!

Mam trzydzieści lat plus VAT, więc w bajki o elfach, dobrych wróżkach i politykach z misją nie wierzę. Tym bardziej w Świętego Mikołaja, starego capa z nosem alkoholika, piwnym brzuchem oraz awersją do fryzjera i golibrody, po modnemu: barbera. No i jeszcze ta pedofilska maniera: „usiądź mikołajowi na kolano”. Za takie teksty, od razu waliłbym między oczy. (Hm, może ten wielki czerwony nochal nie od mrozu, ani wódy, lecz od ciosów wkurzonych starych?). No ale gościom w czerwonych uniformach wolno więcej, nawet zachęcać cudze dzieci do bliskości. Bajka o Świętym Mikołaju przejadła mi się już dawno: mikołajki? Walić to!

Jednak kilka lat temu na świat przyszedł Mikołaj, pierworodny mojego brata, później Maksymilian, drugi do kompletu rozrabiaków. Zupełnie nieoczekiwanie i wbrew własnej woli znów zacząłem jarać się nadejściem 6 grudnia! Maluchy pokazały staremu wujkowi, czym jest wyczekiwanie i jakie niesamowite emocje potrafią temu towarzyszyć. Przypomniały, jak małe, niepozorne rzeczy potrafią dawać wielką radość. A ta radość jest tak szczera i wyrażona uśmiechem od ucha do samej dupki. Wszystko w atmosferze jakiegoś niezwykłego sekretu, magii, tajemniczości.

Życie dorosłych jest tego pozbawione. Marzysz o czymś? No to klikasz, kupujesz i następnego dnia kurier dostarcza marzenie pod drzwi. Z załączoną kartką, że masz 14 dni na zwrot marzenia do nadawcy. Zero frajdy. Sprawiasz komuś niespodziankę? W podziękowaniu otrzymujesz wystudiowany uśmiech numer 3. Chcesz wierzyć w magię? A tymczasem robisz 20 kółko po parkingu szukając miejsca postojowego, bo wszyscy kupują tę samą marketingowa bajeczkę, że święta bez prezentów się nie liczą.

Dzięki Mikołajowi i Maksowi 6 i 24 grudnia znów są dla mnie magiczne. Starannie wybieram to, co przyniesie im Święty, żona własnoręcznie pakuje w papier ze Spidermanem (taka tradycja:D). A potem, razem z bratem, realizujemy punkt po punkcie cały misterny plan wywiedzenia dzieciaków w pole. Wujek musi mieć dobrą wymówkę, by jego zniknięcie nie wzbudziło podejrzeń. A Święty Mikołaj doskonały kamuflaż, by nie został zdemaskowany przez dociekliwe berbecie. Przyjemność jaką w tym na nowo odkryłem jest prawie tak wielka, jak radość dzieci z przyjścia starego czerwonego capa z workiem prezentów. No i z pedofilskim tekstem „usiądź mikołajowi na kolano”.